top of page

Dlaczego płacisz coraz więcej za ubezpieczenie, mimo że nie miałeś dużego wypadku?

wiolakozik
Aug 5
3 min read

Jeżeli prowadzisz firmę transportową, prawdopodobnie zadałeś sobie to pytanie przynajmniej raz w ciągu ostatnich kilku lat. Twoja flota nie miała katastrofalnego wypadku. Nie dostałeś pozwu na miliony dolarów. Nie zwiększyłeś znacząco liczby ciężarówek. A mimo to składka znowu wzrosła. Powód jest prosty. Dla ubezpieczyciela nie liczy się tylko to, co wydarzyło się w tylko w Twojej firmie. Liczy się również to, co może wydarzyć się jutro.

Dane z raportu SambaSafety 2026 pokazują, że branża transportowa znalazła się w punkcie zwrotnym. Koszty szkód wzrosły o 64% od 2015 roku. Ubezpieczyciele notują straty od ponad 14 kolejnych lat pomimo regularnych podwyżek składek. To oznacza jedno – firmy ubezpieczeniowe nie podnoszą cen dlatego, że chcą zarabiać więcej. Podnoszą je dlatego, że wypłacają coraz większe odszkodowania. Jeszcze bardziej niepokojące są dane dotyczące wyroków sądowych. W 2024 roku liczba tzw. „thermonuclear verdicts”, czyli wyroków przekraczających 100 milionów dolarów, wzrosła o 81% w ciągu jednego roku. Pomyślmy przez chwilę, co to oznacza dla małej lub średniej firmy transportowej. Nie trzeba doprowadzić do katastrofy z udziałem wielu pojazdów. Nie trzeba mieć kierowcy pod wpływem alkoholu. Wystarczy jeden wypadek z ciężkimi obrażeniami, aby kancelarie prawne zaczęły analizować każdy szczegół funkcjonowania firmy. Czy kierowca był szkolony? Czy firma monitorowała jego zachowanie? Czy analizowano wcześniejsze naruszenia? Czy prowadzono działania korygujące? Czy istniał program bezpieczeństwa? Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, przewoźnik staje się bardzo łatwym celem. Raport pokazuje również, że rozproszenie uwagi za kierownicą staje się jedną z największych przyczyn ryzyka. Korzystanie z telefonu zwiększa prawdopodobieństwo wypadku o 240%. Liczba naruszeń związanych z rozproszeniem uwagi wzrosła o 31% w ciągu zaledwie dwóch lat.

Prędkość pozostaje najważniejszym pojedynczym czynnikiem ryzyka. Odpowiada za 29% wszystkich śmiertelnych wypadków drogowych. Analiza telematyczna wykazała, że kierowcy regularnie przekraczający prędkość o ponad 21 mph mają aż 82,2% wyższe prawdopodobieństwo wygenerowania szkody w ciągu kolejnych 12 miesięcy.

Jeszcze gorzej wygląda problem zmęczenia kierowców. Kierowca, który spał mniej niż cztery godziny, ma ponad piętnastokrotnie wyższe ryzyko udziału w wypadku niż kierowca, który spał siedem lub więcej godzin. To właśnie dlatego nowoczesne firmy transportowe przestają traktować safety jako obowiązek regulacyjny. Traktują je jako narzędzie ochrony rentowności. To nie są teoretyczne korzyści. W samym 2024 roku na amerykańskich drogach doszło do wypadków z udziałem ciężarówek, które spowodowały 168 789 obrażeń i 4 717 ofiar śmiertelnych. Za każdą z tych liczb stoi rodzina, proces sądowy, roszczenia ubezpieczeniowe i potencjalna odpowiedzialność przewoźnika. Kancelarie prawne specjalizujące się w sprawach transportowych dysponują ogromnymi środkami finansowymi. Fundusze inwestycyjne przeznaczyły już ponad 16 miliardów dolarów na finansowanie procesów sądowych przeciwko firmom i ubezpieczycielom. Oznacza to, że po każdym poważnym wypadku przewoźnik musi zakładać, że będzie analizowany przez prawników pod każdym możliwym kątem. Prawnicy nie szukają wyłącznie winy kierowcy. Szukają dowodów, że firma wiedziała o ryzyku i nie zrobiła wystarczająco dużo, aby mu zapobiec. Podobnie robi underwriter, który siada do odnowienia Twojej polisy. Nie patrzy na to jak ciężko pracowałeś przez ostatni rok. Patrzy na liczby i jeżeli widzi ze nie jesteś w stanie udowodnić, że aktywnie zarządzasz ryzykiem, to stajesz się tylko kolejną firmą, która może być następnym pozwanym w sprawie o kilka lub kilkadziesiąt milionów dolarów. Firma może przez słabe CSA, częste naruszenia kierowców i brak udokumentowanych działań korygujących zapłacić średnio 30 procent więcej. Dla floty płacącej 300 000 dolarów za ubezpieczenie nawet 30-procentowy wzrost składki oznacza dodatkowe 90 000 dolarów rocznie. W ciągu pięciu lat daje to 450 000 dolarów. To więcej niż koszt wielu programów szkoleniowych, monitoringu kierowców i działań safety przez ten sam okres. W rzeczywistości wysokie składki często zaczynają się od czegoś znacznie mniejszego. Kilku mandatów za prędkość. Kilku naruszeń HOS. Jednego kierowcy korzystającego z telefonu podczas jazdy. To właśnie z takich drobnych zdarzeń powstaje profil ryzyka, który później ogląda underwriter. Problem nie kończy się na ubezpieczeniu. FMCSA również zaostrza działania kontrolne. Według raportu SambaSafety liczba naruszeń skutkujących wyłączeniem pojazdu lub kierowcy z dalszej jazdy wzrosła do 478 683 przypadków. Szczególną uwagę inspektorzy poświęcają manipulacjom ELD, naruszeniom godzin pracy oraz dokumentacji bezpieczeństwa. Właśnie dlatego najlepsze firmy transportowe nie czekają na wypadek, audit lub podwyżkę składki, bo większości tych problemów można zapobiec. Regularne szkolenia kierowców, monitoring naruszeń, coaching po incydentach, dokumentowanie działań korygujących należą dziś do najskuteczniejszych metod ograniczania ryzyka. Prawda jest brutalna: każdy właściciel firmy transportowej płaci za safety. Jedni płacą za szkolenia, coaching, monitoring i zapobieganie. Inni płacą za szkody, prawników, wyższe składki i procesy sądowe. Ostatecznie płacą wszyscy. Różnica polega jedynie na tym, która faktura okaże się wyższa.

 


 
 
 

Comments


bottom of page